Amorficzny obsydian / Amorphous obsidian

Zamienili ze sobą kilka słów. Nie…wcale nie. To były dziesiątki burzliwych zdań definitywnie skreślających obojga jako ICH. Bo nie było ich, nigdy jeszcze. Nigdy przedtem.

Wróciła do codzienności udając, że ignoruje jego istnienie. Chwile mijały w przekonaniu, że nie spotka się z nim już więcej i to było wygodne. Jednak niepokój nie ustawał nawet na moment i kiedy znowu padły słowa, nie można już było ich zatrzymać.

Nie miało znaczenia, że padał deszcz, a cegły były zimne i mokre. Rozpłynęli się i rozbili w sobie najwyższe i najszersze zapory. Byli dla siebie haustem powietrza, od którego nie można się powstrzymać wynurzając się z głębiny powodzi, a który warunkuje przetrwanie. Tonęli i unosili się w sobie tworząc amorficzną całość. Jedynie co słyszeli to oddech i zimne krople deszczu uderzające o gorącą skórę. Nie było reszty – cała przestrzeń zamknęła się w nich. Czas zatoczył pętlę i wracał w rytm tętna na początek chwili.
Na ścianie skraplały się feromony – mokre opary bliskości.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

They exchanged a few words. No … not few words. That were a thousands stormy sentences definitely crossing out them as THEM . Because they weren’t THEM… they have never been before.
She backed her daily life pretending to ignore his existence. Moments passed in the belief that she won’t meet him any more and it was very comfortable feeling. However, anxiety didn’t stop even for a moment and when the words were spoken again, anything could keep them stopped no longer.
Because desire ceased to be just a desire.
The caress ceased to be merely a touch.
And the breath ruffled the senses by its own rhythm.

It had no matter it was raining and it had no matter the bricks were cold and wet. They dissolved and crushed the highest and widest their owns dams. They were a gulp for each other. The gulp which you can’t resist emerging from the depths of the flood. The gulp which determines survival. They were sinking and floating into itself creating amorphous body. The only things they could heard were their breath and cold rain drops hitting the hot skin. There weren’t anything besides them – the whole space were closed into them. Time staggered loop and return to the rhythm of heart rate at the beginning of time.
The pheromones condensed on the wall- the wet vapors of intimacy.

Reklamy

163 thoughts on “Amorficzny obsydian / Amorphous obsidian

  1. Trafia do mnie ten wpis jak diabli..I chociaż jestem wyprany ze złudzeń to jednak jest w tych słowach coś co powoduje że rozszerzają się źrenice.
    Rewelacyjny tytuł. Nawet gdyby poza nim nie było nic więcej zatrzymuje na dłużej:)

      • No tak. Ale ten płytki i bez życia oddech właśnie to życie podtrzymuje. Tylko patrząc na to z boku, to raczej stagnacja. Tak, trzeba się zachłysnąć aby docenić życie. Trzeba hausty powietrza brać, aby życie pokochać. I w końcu trzeba dostać czasami zadyszki, aby wiedzieć, że się żyje. Definitywnie 🙂

      • Ma Pani całkowitą rację 😉 Jest zgoda 🙂

        Jest taka prosta technika. Bierzesz bardzo powoli głęboki wdech, na końcu zamykasz oczy i wypuszczasz powietrze z uśmiechem. Odrazu lepiej. Wtedy rozumiesz gdzie ukryte jest życie 😉

      • A mnie, bo tak wyszło, licho niesie na warsztaty „Joga i oddech” 😉 A według mnie powinno być Joga i oddech w jodze, tam samo jak jest „Benny Hill i przyjaciele Benny Hilla” 😉 😛

      • Ty chyba chcesz, abym więcej wieczorów spędziła gdzie indziej. Uhmmm… jakie to piękne i eterycznie delikatne.
        Chyba stworzę sobie nową biblioteczkę muzyczną.
        Tak… będę zbierała propozycje 😉

      • Podoba mi się pomysł 🙂

        Czego ja chcę? Niewiele. Pasuje mi, aby ludziom było miło, wtedy w przestrzeń ludki nie wysyłają czarnych myśli, które poniekąd oddziaływują na innych. Tylko tyle… 🙂

        Nie przesadzaj, wieczory mają swoją prawa, odwieczne prawa 😉

      • Moja znajoma jest… widzi więcej i kiedyś zabrała mi czarny kłębek z głowy. To były złe myśli, złe uczucia, a ona rachu ciachu i zabrała. Ponoć mam starą duszę – tego się jeszcze dowiedziałam oraz że czerwony kolor jest dla mnie dobry.
        To tak a propos złych myśli.

      • I nie wiem czy ona jest ‚czarodziejką’. To jedyna taka, którą znam ciężko mi cokolwiek na ten temat powiedzieć.
        …Ale kłębek mi zabrała 😉

    • To zależy.
      Feromony mogą być i często przecież towarzyszą bliskości. Ale nie są warunkiem bycia z kimś blisko duchowo, uczuciowo, cieleśnie. Przyjaciel, przyjaciółka, rodzina, dzieci… to raczej bliskość na innym poziomie.
      Gdy natomiast w grę wchodzi intymność, to owszem – poza wszystkim czego on/ona potrzebują w intymnym z sobą przebywaniu (mentalnie i fizycznie), feromony stoją w pierwszym rzędzie.
      W innym wypadku co? Obowiązek partnerski? 🙂
      Zresztą jak się dwoje ludzi kocha, to mają feromony zamiast makijażu… uśmiech, radość, miłość – ot przyczyny feromonów 😉

      • Ja Ci muszę przyznać, Mości Panie, że dałeś mi do myślenia z tym utworem.
        Sam spójrz – słuchając jedynie, bez świadomości o jego korzeniach, co widzisz? Co sobie wyobrażasz? Co czujesz? Co Ci się przypomina i w końcu czy chcesz słuchać raz jeszcze?
        A zobaczywszy film…. nie, nie film – sam klip wystarczy i jeśli nie jest się otwartym na świat, co wówczas? Powiesz, że dwa geje robią z siebie widowisko.
        Kurczaki… to jedna z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających historii o miłości. Bez względu na płeć.
        No… wracając do muzyki – w tym tygodniu to u mnie pierwsze miejsce 🙂

      • W rzeczy samej Miła Pani, swiat jawi nam się taki, jakim zmysłem go odbierasz 😉 i przez jaki filtr na wszystko patrzysz.
        Czasami myślałem o odmiennych preferencjach seksualnych… i jeśli oni tak czują, to czym można ich piętnować? Nie mam w sobie skutecznej odpowiedzi w tym temacie.

      • Razu jednego, w czasach pradawnych, na studiach jeszcze… szłam sobie ze znajomym w kierunku uczelni, w poniedziałek. Od słowa do słowa dowiedziałam się o wspaniałym weekendzie, jaki spędził w Krakowie. Kwiaty… wino… kolacja… spacer nad Wisłą… musiałbyś słyszeć jak to opowiadał i widzieć jego twarz.
        Cudownie, a jak miała na imię – zapytałam.
        Nie chcesz wiedzieć.
        No co ty! Mów!
        Nie chcesz wiedzieć, bo to był on.

        I co? I nic… gadaliśmy dalej. On był zakochany.

      • Właśnie, założenia. Są raczej trudne do pozbycia się i niestety przesłaniają umysł. Teraz mam podobną sytuację z właściwym odbiorem pewnej osoby… ale jakoś to rozgryzę 😉

  2. A gdybyś nie istniała,
    powiedz mi, po cóż miałbym żyć?
    By włóczyć się po świecie bez Ciebie,
    bez nadziei i żalów?
    I gdybyś nie istniała,
    próbowałbym wymyślić miłość.
    Jak malarz, który pod swoimi palcami widzi
    rodzące się kolory dnia.
    I który nie może wyjść ze zdumienia.

    A gdybyś nie istniała,
    powiedz mi, dla kogo miałbym żyć?…”

    Tak mi się skojarzyło 🙂

    • A gdybym w tobie zaistniała?
      Czy rzuciłbyś pędzle swoje?
      A gdyby ta miłość obmyślona w życiu powstała?
      Czy rzuciłbyś kolorów tworzenie by jej twe serce objęły powoje?

      Tak mi się też skojażyło 😛

  3. A gdybyś nie pisała,
    po co miałbym tu być?
    I włóczyłbym się po necie
    Pytałbym wtedy siebie
    Dokąd zmierzam
    I skąd pochodzę

    Powiedz mi teraz
    Czy tkanie słów ma moc

    Tak mi się zachciało zabawić 😉

    • Siła w słowach jest zaklęta.
      One mają moc!!
      Pobudzają wyobraźnię, jak muzyka łagodzą obyczaje, jak doskonale skomponowane perfumy ubierają w delikatne szaty właściciela…. Ty wiesz 🙂

      • Słowa i ich Moc.
        Ostatnimi czasy głębsze rozmowy z ludźmi potwierdzają to, że ludzie rzeczywiscie w to wierzą. Nawet więcej, mają takie niezłommne przekonanie. To przekonanie powoduje u ludzi przyglądanie sie swoim myślom. W mojej ocenie jest to bardzo dobry objaw 😉
        Słowa mogą być jak kwiaty lub jak miecz. Jeśli ktoś uważnie obejrzy film….

      • A ja chcę resztę tego filmu zobaczyć!!! Strasznie ciekawy!!!

        Czas 2:11, narrator mówi o sile wody i jest pokazany kadr z rzeką. Czy zwróciłeś uwagę, że skały nad rzeką mają ewidentnie kształt twarzy. Górną jej część uściślając… doskonałe połączenie. Sam obraz mówi za siebie. A później ten cytat: „Nikt nie może jej pokonać, ale wszystko może ją zniszczyć”.
        Perełka.
        A… i tak technicznie – film rosyjski i kto występuje w komentarzach? Oczywiście amerykańscy i rosyjscy naukowcy – potęgi militarne. Film starty… dzisiaj byłby jeszcze chiny 😉

      • Proszę http://www.youtube.com/watch?v=EFaZC-5ys9g

        Nie zauważyłem tego co Ty. Gapa jestem 😉 Cytat jest wymowny. O człowieku np mozna powiedzieć, że nic nie może go zniszczyć poza nim samym.
        Uwielbiam Rosjan i ich niekonwencjonalną naukę. Sięgam po nich od dłuższego czasu, nawet dziś i wczoraj, przedwczoraj, przed przedwczoraj… 😛
        Bo Rosjanie i USA, Chiny i Indie pewnie też, pracują nad bronią opartą na sile umysłu!

      • To się nie bój, bo ten strach przywoła ich do wypełnienia naszej „prośby”. To fajni, sympatyczni ludzie, tylko politykę mają zjechaną, ale gdzie ona jest inna. Zawód polityk – tak Ci powie spierdal…, że przed czekającą Cię podróżą będziesz czuł podniecenie 😛 Zawód polityk – można legalnie nie mówić prawdy (politykować), gdzie wszyscy nazywają to kłamstwem… ale co ja tam się znam 😉

      • Właśnie – za mało Rosjan znam. Hm… muszę to zmienić 😉
        Może wycieczka na Krym, albo do Katowic na UŚ – pewnie spotkam jakiegoś/jakąś rosyjską studentkę 🙂

      • Nie wiem. Pojęcia nie mam, a przyznać muszę, że Babcia miała rysy iście słowiańskie, może nawet dalej na Wschód. Zresztą coś po niej mam 🙂
        Nigdy nie śledziłam swego drzewa genealogicznego, a przecież warto 😉

      • Hej!!!!
        Ja kiedyś, na prawdę dawno, byłam na zielonych koloniach nad morzem. Chyba w Świnoujściu. I tam poznałam chłopca o czarnych włosach i niebieskich oczach! Ech… wszystkie dziewczyny na koloniach szalały za tym miejscowym. Może to byłeś Ty 🙂

        Generalnie witam. Miałam małą przerwę na sesję i takie tam. I’m back… 😀

      • Rzeczywiście ładna nutka, nawet więcej niż ładna.
        A skąd ta pewność, że to nie byłeś Ty? Nie gościłeś w Świnoujściu za dziecka? On był starszy ode mnie, więc jest szansa 😛

      • Hehe 😉 Chyba byłem przez parę godzin przejazdem. Starszy? Liczymy też poprzednie wcielenia, hm? 😛

      • Hehehe… może być poprzednie wcielenie 🙂
        Czyli w kolejnych wcieleniach dziedziczy się cechy charakterystyczne: czarne włosy i błękitne oczy przykładowo, tak?

      • Zupełnie tego nie wiem 😉 i jeszcze wielu innych rzeczy nie wiem. Dziedziczy się raczej nierozwiązane sprawy… do skutku.

      • Zbyt ograniczenie jesteśmy na taką i inną wiedzę. Ciągle będziemy wiedzieli, że czegoś jeszcze nie wiemy… niestety. tak czy inaczej lub tak czy siak, coś tam zawsze jednak wiemy i skupiając się na tym i wykorzystując to można sobie stworzyć całkiem bajkowy świat, chociaż Janek Himilsbach miał prostszą receptę:
        Pewnego dnia siedział sobie Jan Himilsbach na środku ulicy i popijał winko. Podeszła do niego, zbulwersowana tym faktem, starsza pani. „Jak panu nie wstyd – zaczęła go pouczać – już od rana tak pić na środku ulicy! Jaki pan daje przykład dzieciom?!” A Himilsbach do niej tak: „Babciu, ja nie piję! Ja wprowadzam do organizmu bajkowy nastrój.”

      • 🙂 🙂 🙂

        „Plotka głosi, że w dwa dni po pogrzebie Maklaka Himilsbach zadzwonił do jego matki.
        – Zdzisiek jest? – pyta zachrypniętym głosem.
        – Ależ panie Janku – dziwi się matka – przecież pan wie, że Zdzisiek umarł.
        – Wiem, kurwa, ale mi się w to wierzyć nie chce. Bardzo panią przepraszam.”

        To był gość!!!

      • Przywołuję zapach róż herbacianych, które uwielbiałam wąchać w dzieciństwie, na działce dziadka. Więc trochę obrazem, trochę kolorem, ale przede wszystkim zmysłem powonienia.

      • To wielka sztuka mieć pamięć zapachu. Gratuluję 🙂 Może to świadczyć o dużej wyobraźni i wrażliwości zarazem…

      • Nie jest tak pięknie niestety. Pamiętam te zapachy, które mocno wyryły się w mojej pamięci. Inne raczej ulatują. Więc różnie z tą pamięcią jest 🙂

      • Kocham kwiaty! Kiedyś dorabiałam sobie w kwiaciarni, na studiach jeszcze. Ale mi się to podobało! Lubię cięte, lubię dziko rosnące, lubię sadzone na rabatach – wsjo 🙂

      • Ja chyba już nie lubię kawiatów zabierać ze sobą, jakoś dziwnie mi potem smutno… jest. Za to lubię wracać tam gdzie rosną i patrzeć co się zmieniło 😉

      • No ale spójrz na to tak: np.krzew róży musi być podcinany i muszą być zdejmowane kwiaty, aby mógł się rozwijać i wydawać na świat piękne pąki. W innym wypadku zdziczeje (nie mówię o dzikiej róży) i kwiaty będą coraz mniejsze i mniejsze.
        Chabry dla odmiany nie postoją w wazonie za długo i szkoda je zrywać. Chyba, że wianek od czasu do czasu 🙂

      • Jest mało rzeczy, zjawisk, spraw, o które jestem skłonny kłócić się nieco dłużej i na pewno kwiaty do nich nie należą. Tak z ciekawostek to lubię kwiaty-zioła 😉 i zapach żywicy i łodygi pomidora, a chabry tak pięknie kołyszą się w zbożu, że nie wolno ich stamtąd zabierać 😉

      • Siano i jego siostrę trawę dorzucam do listy 😉 oraz zapach tajemnicy 😉 Np. mango pachnie trochę ostro, ale mocno wciągająco

      • A czy wiesz, że to mi się strasznie spodobało – zapach tajemnicy. Mówisz, że pachnie jak mango – baaardzo ciekawe.
        Muszę się zastanowić, co dla mnie pachnie tajemnicą…

      • Torfowiska latem pachną jakby sianem… uhmm…
        Wiesz, zastanawiam się nad tym zapachem tajemnicy, z czym go sobie utożsamić… i nie wiem. Gdzie idę i jakikolwiek zapach mnie zaczepi na tyla, aby się na nim skupić, zastanawiam się czy to mogłoby być to 🙂

      • Zatem trochę liczysz na łaskę 😉
        Ale z tymi objawieniami jest tak, że nagle coś od ciebie odpada (samo) z czym zmagałeś się w trudzie lub nagle coś przychodzi samo… i wiem nawet dlaczego, haha 😉 😛

      • Jeśli zaakceptujesz, że coś jest możliwe, powoli ku temu zaczynają otwierać się drzwi. Jesteś tym co pojąć zdołasz 😉 – dlatego właśnie

      • Pozytywne wibracje. Ja czasami sięgam do takich klimatów 😉 Może są nieco mroczne, ale dają dużo inspiracji

      • Mroczne klimaty mają w sobie coś z kardamonu, imbiru, mchu i powietrza po burzy. Jakoś tak mi to do siebie pasuje 🙂 i z wampirami – takimi elegantami, mi się kojarzą. Tiaaa…

      • Pewnie, że wciągają… nawet jak się ktoś upiera, że jest na nie odporny. Wciągają – jest tajemnica, mrok i niekoniecznie ‚bed end’ 🙂

      • Dziwne jest też to, że podczas takich mrocznych klimatów najlepiej wychodziło mi pisanie 😉

      • Wesołe rytmy zachęcają do tańca, spokojne do relaksu, a mroczne zawsze pobudzają wyobraźnię – w różnym kierunku, ale zawsze. Więc się nie dziw, że bandyta myśli i wyobraźni budzi się w Tobie pod wpływem ‚zapachu mroku’.

      • Pani ma rację 😉
        Dziś na zajęciach ze sztangą podczas zmian ciężaru młoda dziewczyna cały czas tańczyła w rytm muzyki. I to jakże uroczo 🙂 Tak nas tym ucieszyła, że było miło się męczyć. Jak wyszedłem z klubu naprzeciw mnie wyszła dziewczyna rozdająca ulotki. Ja wtedy zaczałem się chować za filarem, a ona poczęła mnie szukać, zaglądają to w lewo, to w prawo… aż parskneliśmy śmiechem 😉 I to właśnie przez Nią (tą tańczącą) 😉 bo ja to Wysoki Sądzie jestem prawie niewinny 😉

      • Jako sąd najwyższej instancji uznaję Ciebie winnym 🙂 Jako władza jedyna i absolutna wyrokiem skazuję Ciebie na 100 lat zniewolenia… Znaczy się pozbawienia wolności. Karę odbędziesz w mojej piwnicy.

        Jako że ława przysięgłych w składzie: ja, moje alter ego i ja doszliśmy do wniosku, że każdemu należy się druga szansa, dostajesz wyrok w zawieszeniu na 105 lat.
        I w ramach resocjalizacji nakazuję Tobie, pod groźbą odwieszenia wyroku, zaprosić „Tańczącą z wilkami” na pogawędkę przy „Dżinie” 🙂 🙂

      • Kusi mnie tajemnica i jej zapach. To już wiesz. Nieodgadnione też mnie kusi. I odległe meni kusi

      • Zgadza się 🙂 Jestem zadowolony z ostatnich dni 😉
        Mam Tobie coś co, jak sądzę, przypadnie Ci do gustu

        http://www.gogoyoko.com/album/BYRTA

        Szczególnie polecam pozycje 6-9. Dlaczego nie you tube, a gogoyoko? Bo muzyka różna i różniasta często jest poza yt. Aby spokojnie słuchać trzeba się zalogować na gogoyoko. Pytałaś kiedyś skąd biorę muzykę. Często właśnie z gogoyoko.
        Miłego dnia 🙂

      • W sumie spodobało mi się to zatopienie. Jest upał, a ja w takim razie jestem statkiem, łodzią, tratwą dryfującą na wodach pięknej laguny. Mogę ponurkować, a co! 🙂

      • Jest taka przypowieść, z której wynika, że ryby nie zdają sobie z tego sprawy, iż jest jeszcze inny świat 😉

        Jest też taka, że dla perły jest wszystko jedno kto ją wyłowi… bo tak samo pięknie będzie wyglądać 🙂

  4. „Nie było reszty – cała przestrzeń zamknęła się w nich. Czas zatoczył pętlę i wracał w rytm tętna na początek chwili”.
    Lubię dywagować na temat czasoprzestrzeni, ale nie przyszło mi do głowy, że można ją ujarzmić namiętnością…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s