About Kowaloova

www.kowaloova.wordpress.com Just another ordinary woman. Not writer but love reading and writing. Not painter but love painting and art. Not an artist but an engineer, mother and friend.

HOT SPOT

Mimo dosyć porywczej i buntowniczej natury życie mnie ustatkowało i lubię mieć plan. Lubię według niego działać. Lubię pod koniec dnia popatrzeć w kapownik i dumnie szepnąć „dałam radę”.I tak wczoraj zgodnie z kolejnym punktem byłam asertywna, ale nie niegrzeczna. Próbując dociec sedna sprawy w jednej z państwowych instytucji napotkałam barierę szerokości co najmniej zacnych czterech liter Beyoncé. Mówię, pytam, prostymi zdaniami bez przecinków podaję komunikaty, żadnej elokwencji, bez ozdób… i nic! Zero komunikacji. Czytaj dalej

Stolen dance

W piątek miałam już zaplanowany kolejny tydzień i wszystko dopięte na ostatni guzik, aby w sobotę mieć zupełnie wolne i poświecić się totalnemu ‚nicnierobieniu’ (uuu…już widzę jak p.Miodek kiwa głową, na to moje słowotwórstwo). To znaczy nadchodzący tydzień był już obsadzony w spotkania, pracę, treningi i milion innych rzeczy, w tym nawet kontrolę u dentysty (bo coś mi się szczęka zsuwa ostatnio 😛 ). Zastanawiam się czasami, czy jeśli ja nic nie planuję tak na prawdę, a i tak mam zawsze kapownik zapisany na tydzień do przodu… takie minimum oczywiście… To co wtedy gdybym planować zaczęła (pogłaskałam właśnie swój terminarz)? Czy wtedy musiałabym zacząć w torebce nosić tablet (lans jak ta lala), bo w kapowniku brakowałoby miejsca (i znowu kredyt na lewy dowód). A może na allegro znalazłabym prywatą asystentkę (opcjonalnie asystora: 180cm wzrostu, 90kg, brązowe oczy… no ok, ok… już… to taki opis z e-buy, a nie moje widzi mi się). Czytaj dalej

Świadomość niecierpliwości

Z rzadka pokrywała usta purpurą, przecież krew jej skroni nadto dodawała barwy chwilom.
Szeroko otwarte oczy, rozważne i drapieżne spojrzenie… szukała go, udawała spokojną.
Ale kiedy nie wyłowiła jego twarzy wśród tłumu, szybkim krokiem wróciła w kierunku samochodu.
Stał tam i czekał w cieniu. Bezczelnie obserwował jak się zbliża.

Czytaj dalej

Siemię czy siemienie?

Spowodowana piękną wiosenną pogodą i pogróżkami meteorologów o nadchodzącej zimie, postanowiłam dodać sobie energii i po wieczornym bieganiu wstąpić jeszcze na solarium. Nie potrafię uzasadniać swojej decyzji dlaczego taka kolejność w palnie postępowania, a nie odwrotna co miało by więcej ‚oleju w głowie’. W zasadzie mogłabym próbować jakiegoś logicznego wyjaśnienia szukać, ale byłoby ono na tyle sensowne, na ile sensowne są ograniczenia UE dotyczące wędzenia. Bo jak? Grozi mi areszt i postępowanie sądowe w razie przyczernienia kiełbaski na ognisku. Tu jeszcze da się wyjaśnić – ogień spalił, a nie uwędził. Ale co z grillem?! Moja pamięć doskonała, acz nadto krótka ma spory wpływ na stan wędlin nad dymem. Dokładniej ujmując każda norma akceptowalna przez innych członków społeczeństwa jest w tym (w moim) przypadku przekraczana. Wyprzedzając fakty – znajdę się w ‚zacnym’ gronie recydywy wędzarniczej. To tak ogólnie 🙂
Czytaj dalej

Monday!!! U Bastard!!!

Nie ma ciężkich poranków po jeszcze cięższej nocy, nie ma chandry. Nie ma pecha i nie istnieją złe dni. Nawet poniedziałek – bękart tygodnia jest po prostu bękartem, niechcianym, nielubianym… nic poza tym 🙂

Zmiana czasu na zimowy daje mi co roku tę tamą satysfakcję, że wychodząc do pracy na przełomie października i listopada witam dzień wraz ze wschodem słońca, który jest nad „moimi” polami cudowny. To centrum aglomeracji, a tak pięknie tutaj!
Ta zmiana daje mi też większe pole widzenia na parkingu, więc…
– Co za pajac ustawił się kombikiem na przeciw kombika na tak wąskim parkingu? I to najdłuższą sztuką! Że też poniedziałki muszą się tak zaczynać! Będę teraz wycofywała na 5 razy. Co za spryciarz z tego…
A… aaa… Nie… no przecież nie… Haha (z zaciśniętymi zębami) To samochód Maxa. Jemu na pewno nie chodziło o podniesienie współczynnika „frenzy” w moim całkiem niedużym ciele. Na pewno nie. To byłoby równoznaczne z rozdarciem koszuli i wystawieniem nagiej klatki piersiowej w świetle celownika łucznika. Nie… tego unika przecież każdy zdrowy na zmysłach i na ciele.

Czytaj dalej

Studium spadających diamentów.

Nie wiedział dlaczego, nie rozumiał jej gorliwości. Nie wierzył… nie wierzył w ich wspólne dzisiaj.
Była tam, z nim, mimo wszystko. Stanowił dla niej enklawę piękna w szarej codzienności. Azyl w pędzącym świecie – pędzącym razem z nią, w pierwszym rzędzie tego rollercostera.
Ale to nie był dla niego wystarczający dowód. To nie był wystarczający powód, aby w ciszy wykrzyczeć „JESTEŚMY!”.

Czytaj dalej