Patologia?

Uprzedzałam… uprzedzałam go aby tego nie robił. Grzecznie informowałam, aby odpuścił sobie. Bo może przyjść dzień, kiedy z uśmiechem na twarzy rozerwę go na strzępy, odwrócę się, a później poczekam w spokoju aż ekspres dokończy porannego cudu zaparzania kawy. I nie mrugnę nawet okiem gdy poczuję zapach jego agonii.

Wróciłam wczoraj późno. Przedarłam się przez gęste powietrze dnia wyczerpana totalnie. Nie… nie forsowałam się zupełnie, to upał ma na mnie taki wpływ.
Wiem – jest lato i cieszę się, że nie pada śnieg jak na koniec kwietnia, kiedy każdy marzył o takim żarze i drinku w temperaturze ciekłego azotu. Mało tego… ten cudowny napój byłby podany przez „wypastowanego” barmana  z francuskim akcentem i nosił lekką nazwę ekstaza w chmurach… To wszystko z widokiem na piękną, białą, pustą plażę Wysp Dziewiczych.

Czytaj dalej

Prawo stygnięcia nie dla Predatora

Wszystko co sobie wczoraj w pracy zaplanowałam, zostało zrobione. Nic na potem, nic dodatkowego do domu, wszytko pięknie. I wakacje – żadnych dodatkowych lekcji po etacie. No… maniana!
Kocham takie dni.
Skoro mam chwilkę, to wskoczę do sklepu po koszulę. Hm… zanim wybiorę jakąś… zanim przymierzę…

Trach!!!

Czytaj dalej

Zasada warunkująca drogę kropli (doktorat 2013)

Wyszłam z samochodu z powiekami ledwo rozchylonymi i z ledwością wdrapałam się po schodach do swojego biura. Bolały mnie nogi, bolały mnie plecy, bolało mnie ciało po wczorajszej wizycie u fizjoterapeuty i jeszcze ta nieprzespana noc. Nie wspomnę nawet o tym dżentelmenie w piekarni, który zatrzymał kolejkę próbując kupić pieczywo. Nie… nie kupował aż tyle, nie w tym rzecz. Szanowny Pan za pomocą różnej długości jęków (coś na kształt kodu Morsa) próbował złożyć zamówienie na bułkę. Sama oceniam swój próg cierpliwości za wysoki, ale nie oszukujmy się. Stojąc za osobnikiem roztaczającym woń odparowanego etanolu w stężeniu co najmniej 60% poza zakresem dopuszczalnym, obmyślałam w głowie już każdy szczegół tego, co zaraz miałam zamiar zrobić. Plan nie był skomplikowany. Nawet wiedziałam gdzie ukryję zwłoki Pana C2H6O.

Czytaj dalej

Amorficzny obsydian / Amorphous obsidian

Zamienili ze sobą kilka słów. Nie…wcale nie. To były dziesiątki burzliwych zdań definitywnie skreślających obojga jako ICH. Bo nie było ich, nigdy jeszcze. Nigdy przedtem.

Wróciła do codzienności udając, że ignoruje jego istnienie. Chwile mijały w przekonaniu, że nie spotka się z nim już więcej i to było wygodne. Jednak niepokój nie ustawał nawet na moment i kiedy znowu padły słowa, nie można już było ich zatrzymać.

Czytaj dalej

Kocham lewą czwókę / I love the fourth tooth

Od kilku tygodni myślę o wakacjach.  Ale nie takich jak zawsze – intensywnych, zwariowanych i poznawczych.
Nie… nic z tych rzeczy, a raczej o coś w stylu niemieckiego emeryta. Zwyczajnie mam ochotę na słodkie lenistwo w splendorze hotelu z własną plażą, apartamentami z widokiem na morze i podziemnym spa czynnym całą dobę. Wspomnę jeszcze o przystojnych kelnerach, bibliotece ze zbiorami wielojęzycznymi i oczywiście kilkoma restauracjami tematycznymi. A wszystko to najlepiej w pakiecie all inclusive za 700zł/os.
Za dobę 🙂

Męski świat / Man’s world (English version available on Monday)

Wdrapałam się szóste piętro Qubusa po raz ósmy. Nie, nie dlatego że tak mi się zachciało. Ale dlatego, że do obie windy były akurat okupowane przez gości hotelu – nadworne damy w jedwabnych sukienkach i żakietach z kaszmiru oraz ich mężów businessmanów w złotych zegarkach.
Zerknęłam tylko na swoje dżinsy i tym razem białą koszulę z łatami na łokciach… Hej! Ale ja mam skórzane trampki i ładny zegarek.

Czytaj dalej