Stolen dance

W piątek miałam już zaplanowany kolejny tydzień i wszystko dopięte na ostatni guzik, aby w sobotę mieć zupełnie wolne i poświecić się totalnemu ‚nicnierobieniu’ (uuu…już widzę jak p.Miodek kiwa głową, na to moje słowotwórstwo). To znaczy nadchodzący tydzień był już obsadzony w spotkania, pracę, treningi i milion innych rzeczy, w tym nawet kontrolę u dentysty (bo coś mi się szczęka zsuwa ostatnio 😛 ). Zastanawiam się czasami, czy jeśli ja nic nie planuję tak na prawdę, a i tak mam zawsze kapownik zapisany na tydzień do przodu… takie minimum oczywiście… To co wtedy gdybym planować zaczęła (pogłaskałam właśnie swój terminarz)? Czy wtedy musiałabym zacząć w torebce nosić tablet (lans jak ta lala), bo w kapowniku brakowałoby miejsca (i znowu kredyt na lewy dowód). A może na allegro znalazłabym prywatą asystentkę (opcjonalnie asystora: 180cm wzrostu, 90kg, brązowe oczy… no ok, ok… już… to taki opis z e-buy, a nie moje widzi mi się).
Niemniej w sobotni wieczór w towarzystwie dwóch pięknych kobiet (napomknę tylko, że od rana się przygotowywałam, aby sprostać wizerunkowi i nie odstawać od ich aury boskości – bo to prawdziwe nimfy) poszłyśmy uczcić datę 8 marca do jednego z klubów. Oczywiście było przednio: muzyka, napoje bajecznie kolorowe, taniec i nawet moje pomarańczowe szpilki na 12cm tak bardzo nie dawały się w znaki.
Więc byłam w towarzystwie tych dwóch nimf, ale zdarzyło mi się przecież zatańczyć z nieznajomym… no może z kilkoma (mąż kiwa głową z kwaśną miną). Ale bez przesady… liczydła nie potrzeba. A że ja słabą mam do imion pamięć… do twarzy również, to nikogo w tym miejscu nie pozdrowię. Z kim tańczyły moje nimfy to nawet nie wspomnę. Nie chodzi o to, że ‚Pan Kapitan’ miał dobry układ choreograficzny i spodnie z guzikami na zewnętrznych stronach nogawek (nie mam  pojęcia po co). Raczej to mam na myśli, że chyba pierwszy raz złowił nimfę i omal się nie zakochał. A ja patrzyłam tylko i na straży stałam, bo wiadomo… czy ja wiem jakim on statkiem dowodzi? Może jakieś widmo… Więc pilnowałam Panny.
Zatem nie wspomnę już ni słówkiem o… o czym ja to mówiłam? 🙂
W poniedziałek zadzwoniłam do swojego dentysty z informacją, że się spóźnię. Niestety okazało się, że jest zastępstwo (pewnie na Bahama poleciał za moje ostatnie kanały). No ale cóż… trzeba iść. Mimo, że ja bardzo nie lubię zmian w kwestii tak intymnej jak dentysta, bo w końcu w czyjeś ręce powierzam swoje życie. Dosłownie. Przecież uruchamiając machiny piekielne o brzmieniu najgorszych odwiertów pozwalam takiej osobie na częściowe i powolne niwelowanie swojego jestestwa. Każdy pyłek mojej kości odsączany w nicość ze śliną przez okrutnie siorpiącą rurkę z ust, to nic innego jak powolne wchłanianie mnie przez otchłań końca.
No… ale ja się dentystów nie boję! Więc potwierdziłam wizytę.
Wchodząc do gabinetu odwiesiłam płaszcz na wieszaku i usiadłam na madejowym łożu. Przywitałam się z lekarzem, ale już  nie zwróciłyśmy najmniejszej uwagi na pana dentystę (nie zwróciłyśmy – ja i moja panika). Dopiero kiedy zapytał co mnie do niego sprowadza, spod rzęs zobaczyłam jego twarz i uśmiech. Taki inny… znajomy.
Znam go! Znam! Jak babcię kocham znam….ale nie wiem skąd. No przecież nie zapytam. A jak się okaże, ze nie znam, że się mylę, że tylko kogoś mi przypomina.
Nie, to byłoby żenujące strasznie. Oj nie, wolę nie wiedzieć.Dowiedziawszy się, że nie muszę wymieniać szczęki, już bez kamienia na sercu w trwodze o swoje życie powiedziałam tylko, na odchodne w zasadzie i z typowym dla siebie humorkiem, że miło mi było go poznać i że mam nadzieję, że nie odczuwa zbyt wielkiego zawodu z powodu braku premii po tej wizycie. W końcu ani kanałówka się nie popsuła, ani plomby… „no nie zarobił pan dzisiaj na upiększaniu mojego uśmiechu, ale przynajmniej pan go zapamięta”.

– Taki uśmiech nie potrzebuje upiększania i pamiętam go dobrze.
– Słucham? (Wiedziałam! Wiedziałam, że się znamy!)
– Odważne miałaś szpilki. I na prawdę potrafisz tańczyć.

Advertisements

12 thoughts on “Stolen dance

  1. Kiedyś – a było to dawno tamu wpadłaś kilka razy z wizytą do mnie. Tak sobie przeglądałem swoje zapiski i trafiłem kilkakrotnie na twoje komentarze. Brakiem kultury byłoby nie zajrzeć i nie zostawić kilku słów. W zasadzie lepiej późno niż wcale. Pozdrawiam.

  2. „W piątek miałam już zaplanowany kolejny tydzień…”, bo u mnie nic nie zaczyna się od poniedziałku

    ” i wszystko dopięte na ostatni guzik”. Jak to dobrze, że są ostatnie guziki, jak w tym kawale: goni podróżny pociąg, wskakuje z trudem do wagonu… dysze… i mówi… uff, jak to dobrze, że ten pociąg miał ostatni wagon, bo bym nie zdążył 😛

    „Zastanawiam się czasami, czy jeśli ja nic nie planuję tak na prawdę, a i tak mam zawsze kapownik zapisany na tydzień do przodu…” Inni biorą kredyty by dłużej żyć… ale zwyczajnie mam coś zaplanowane

    „Niemniej w sobotni wieczór w towarzystwie dwóch pięknych kobiet…” tylko na początku przyprawiał mnie o złe samopoczucie, ale to szybko minęło 😛

    „poszłyśmy uczcić datę 8 marca do jednego z klubów.” Jest taki dzień w kalendarzu, naprawdę 😀

    ” ale zdarzyło mi się przecież zatańczyć z nieznajomym… no może z kilkoma” A może to był ten sam mężczyzna-nieznajomy tylko za każdym razem przesuwał się w czasie o kieliszek więcej 😛

    „Nie chodzi o to, że ‘Pan Kapitan’ miał dobry układ choreograficzny i spodnie z guzikami na zewnętrznych stronach nogawek (nie mam pojęcia po co).” I wszystkie zastanawiałyśmy się pół wieczoru, a nawet 7/11 wieczoru, jak on sika 😛

    „No… ale ja się dentystów nie boję! Więc potwierdziłam wizytę.” 😉

    „- Odważne miałaś szpilki. I na prawdę potrafisz tańczyć.” 🙂 Pomarańczowy kolor to sprawił 🙂

    Śnieżką we mnie teraz nie rzucisz, to pewne… a ciastko złapię 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s