Nie podchodzić – gryzie.

Nie pojechałam wczoraj do biura, bo złośliwy lód pod kołami samochodu postanowił pokazać mi, jak bezsensowne były moje działania dotyczące odśnieżania i furiatycznego odłupywania zmrożonej glazury z przedniej szyby mojego czołgu.
Miałam twarz na kształt Golluma próbującego wykopać swój skarb spod ziemi, jak nie lepiej.
– Pomógłbym Ci, ale jestem już spóźniony… Rzucił sąsiad biegnąc z teczką w reku.
– Chyba młotem pneumatycznym. Syknęłam.

Po tej jakże ożywionej konwersacji zwątpiłam w sens swojego działania i z zaciśniętą szczęką obwiesiłam się na powrót: torebką, laptopem, torbą ze śniadaniem (a jem dużo, więc i torba niemała), statywem i aparatem. I jako camela pięciogarbna ruszyłam ciężko z powrotem do domu, na drugie piętro i w koturnach – bo jak… na parterze byłoby za łatwo, a co! „Spasła się przez Święta, to niech się ruszy!” zadudniło mi w głowie.

Kiedy po dwóch godzinach nie mogłam patrzeć już w laptop, bo promienie słoneczne odbijały się od ekranu entuzjastycznie i radośnie, pomyślałam – przerwa.
Zabrałam aparacik i czapeczkę i szaliczek i wyszłam – na łąkę zza drogi na moim Mahatanie – nieużytek zabagniony i sprzyjający żabim koncertom w letnią porę. Było jeszcze biało. Jednak słońce zaczęło powoli wygrywać tę nierówną walkę z zimą i czułam jak moje buty przemakają ta chwilową odwilżą , ale co tam… jeszcze tylko dwa ujęcia i wracam do pracy.

– O! Dzień dobry! Wolne?
– Witam! Niestety, to tylko przerwa w pracy (nie chciało mi się tłumaczyć wszechwiedzącemu sąsiadowi skąd i dlaczego się znalazłam na tym polu).
– A mąż jeszcze w domu? Auto widziałem. Bo przez weekend was chyba nie było. A… a tam byłoby ładne zdjęcie, tak zza krzaków niby…
Zaraz go chyba zabraknie za sprawą mojego wyuczonego jeszcze w młodości, na treningach Capoeira, kopnięcia Armada! Tak tylko przebiegło mi przez myśl wyprowadzaną z równowagi.
On jest jak Matrix – wie wszystko i jest wszędzie. Muszę odejść, bo dla starszych nie wypada być opryskliwym.

I ruszyłam po króciutkim „Muszę lecieć!” i „Miłego dnia!” w stronę domu.

– Chyba wybrała Pani złą drogę!
– Słucham?! Omal nie wybuchnęłam ze złości i zdumienia zarazem.
– Złą drogę?! Chyba wiem gdzie mieszkam. No… może pan wie to lepiej, ale jakoś tędy mi po drodze!
– Miałem na myśli coś innego. Jego oczy miały teraz wyraz, co najmniej, zdziwionych.
– Doprawdy?
– Tak, stoi pani w kupie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Na prośbę Szkwału dodaję zdjęcie zrobione zanim… zanim wiadomo gdzie wdepnęłam.

Zimowe kroki

Reklamy

32 thoughts on “Nie podchodzić – gryzie.

  1. Wiem…wiem… nie ładnie się zachowałam. Ale skoro dzień zaczął się parszywie i było mi całkiem z pyszna po odmrożeniu rąk i zmarnowaniu niemalże 40 minut drapiąc, kopiąc, sapiąc… to jak? Pytam jak miałam być grzeczna?
    A próbowałam.

  2. Zdjęcie w nagłówku i w profilu.
    Tu http://lesnyszkwal.blogspot.com/2012/12/trzy-rodzaje-patrzenia-mam-dwoch.html
    i tu http://lesnyszkwal.blogspot.com/2012/11/cisza-i-mucha.html
    i trochę więcej http://lesnyszkwal.blogspot.com/2013/01/zrodo.html
    http://lesnyszkwal.blogspot.com/2013/01/cichy-kat.html

    W jego zdjęciach podobają mi się linie pionowe i poziome które nadają głębię. Oglądam teraz te swoje i widzę jakie są płaskie.

  3. Ha, ha, ha… I kto tu mówi, że mam zaje***fajne teksty ;))) Twój wpis szalenie mi się podoba. A obecność aparatu, statywu i dużej torby z jedzeniem podwajają jego wartość ;))) Jak najszybciej postaram się poczytać więcej. Pozdrawiam!

      • A ja tak opieszała jestem i w takim tempie tutaj szłam, że wina już pewnie dla mnie nie ma.
        A propos braci i jedzenia… Mój po sobotnim biegu odstąpił mi swojego rogalika z czekoladą. Może jak zadzwonię do niego, to i winem się podzieli 🙂

      • Ja tam w piwniczce zapas zawsze mam, więc nie jeden raz się pewnie jeszcze na degustację załapiemy 🙂
        A braciszek z pewnością odda kroplę winka z basiora schowanego w ogródku 🙂

  4. zamiast krzyczeć, że mina przeciwpiechotna albo na ręce chwycić to się sąsiad w kurtuazję zabawił. Skandal!
    pees
    mam nadzieję, że psia, nie krowia czy po innym pterodaktylu.

  5. teraz z innej beczki- dlaczego na blogu nie ma adresu Twojej skrzynki mailowej?
    taka mask, na ten przykład, po przeczytaniu Twoich felietonów ma ochotę się wyrazić… między innymi wykapać przez palce skrajne oburzenie w związku (bez związku) z jednym z wyczytanych zdań i gdzie bidulka ma to zrobić, ja się pytam?:> przesz na blogu kablem od prodiża wymachiwać nie będzie, chłostać na osobności się/Cię ma potrzebę:)

      • gniew i mask się z sobą nie korelują. W jej netowych żyłach płynie stalowa krew. Poza tym zgadza się ze stwierdzeniem. Za długo już siedzi w wirtualnym zadupiu, żeby nie doceniać bezpretensjonalnych, prostolinijnych i innych odartych z nowych szat króla. Ona. Mask:)
        pees
        nicek się skrystalizował na fali dozgonnego uczucia do hebrajskiego, i nie ma nic wspólnego z przebierankami ani skanowaniem;)
        „idę” wysłać Ci Emila, „chłopak” nie może się już doczekać:)

    • Witam Ciebie Krzysiu 🙂
      Tak… taki swój portret powiesiłabym na ścianie w salonie, nad kominkiem którego nie mam (niestety).
      Było by co opowiadać gościom przy wszelakich spotkaniach mniej lub bardziej rodzinnych. Ha! Ciekawe jak po latach wyglądała by ta historyjka – obrośnięta w komentarze oglądających portrecik??
      Hihi… pewnie potrzeba by wówczas wieczoru do jej opowiedzenia 🙂

      Witam raz jeszcze 🙂

      • No to zbieram na kominek (czytaj dom z kominkiem 🙂 ) i zakładam domowego bloga w postaci brulionu z makulatury, co bym w przyszłości zasiadła wieczorem przed tym kominkiem i wnukom poczytała 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s