Wieczorem

Zdarzają mi się nie najlepsze dni – jak każdemu. Nie najlepsze nie oznaczają złe – te są odprawiane przez celników na granicy mojego jestestwa tam skąd przybyły. Umawiam się wtedy z wiernymi przyjaciółkami: kawą i czekoladą na spotkanie. I nie wiem dlaczego, zawsze gnębi mnie później sumienie, że zamiast w biust (jak oczywiście z góry zakładam), to w boki pójdą kalorie. I tak siedzi mi ono – sumienie, paskudnie koło ucha i szepce… i kąsa… i cynicznie pyta jaki kostium założę na urlopie?

Kłócę się z nim oczywiście, że to nie jego sprawa, że nie mam już 17 lat i nie muszę być taka ‚ach’. Że przecież pudełko pralinek z ciemnej czekolady, obsypanych łuskami kakao, odpoczywających w rumowej kąpieli co najmniej przez 100 lat… Tych co sprawiają, że rozpływam się w sobie, tak jak one na moim języku… Tych, po których bardzo dokładnie oblizuję każdy palec, co by ku pociesze innych, tak samo zachłannych jak ja na te rozkosze, nie zmarnowało się i czasem nie uraczyło mojego podniebienia!
Więc kłócę się i za każdym razem przegrywam. Moje sumienie ma bardziej cięty język i tymi swoimi logicznymi argumentami dobija mnie i zmusza brutalnie do przyznania racji. Przyznaję.
Wtedy pojawia się przygnębienie. Tego to nie trawię nawet po kroplach miętowych. Przychodzi to to takie brudne i stęchłe. Siada i nic nie gada, ani słowa! Tylko ten jego zapach wokół się rozchodzi i powoli zaplata mi na głowie turban. Ściska coraz mocniej, aż zaczynam odczuwać fizyczny ból.
Dosyć!
Z prędkością światła zakładam uniform biegacza i ruszam wokół mojego Manhattanu. Tym samym sumienie ze skulonym ogonem odchodzi cichutko w najdalszy zakamarek mojej głowy. Z dumą i satysfakcją znikam w łazience, aby zmyć z siebie zmęczenie.
Już lepiej… już przyjemniej… wieczór zapowiada się doskonale. Skoro tak, to zaproszę GO do siebie, w jego szkarłatnej koszuli z rubinowymi spinkami. Zaproszę i pozwolę z sobą porozmawiać przez chwilkę… Bo gdy tylko dotknie mnie swoimi zimnymi ustami, stracę mowę. Zamknę oczy.

Kieliszek wina – kocham go.

Reklamy

One thought on “Wieczorem

  1. Tak… na innych blogach huczy i buczy, tłok i gwar.
    A mnie ledwo tydzień nie było i już amen w pacierzu… elegancko 😦
    Jak tam… zagada ktoś? Powie coś miłego lub niemiłego? Może umówi się ze mną na blogową pogawędkę?
    Tak?! To super 🙂
    Czekam na zaczepki i maile 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s